To nie był pierwszy raz, ale ostatnio zauważyłem większe natężenie propozycji szkoleniowych ze strony rozmaitych NGO. Zwykle wygląda to tak: e-mail od kogoś mniej lub bardziej znanego z jakiejś organizacji. W nim najpierw część motywująca: „od tylu lat robisz świetne szkolenia…”, „jesteś w tym extra…”, „byłem na twoich warsztatach…, były cudowne!” i tym podobne motywatory. A zaraz potem propozycja przeprowadzenia szkolenia, najczęściej w ramach jakiegoś grantu.
Właściwie powinienem być szczęśliwy, że o mnie pamiętają, że dobrze wspominają moje szkolenia, że widzą mnie w swoich projektach (motywacja z początku e-maili działa!), ale… Ale problem w tym, że czasem się do tego nie nadaję, bo na jakiejś tematyce się po prostu nie znam. Ostatnio też tak było.
Przypadek pierwszy: zrobić warsztaty o mediach społecznościowych w organizacji pozarządowej. No dobrze, znam się trochę na promocji III sektora (robiłem projekty i pisałem poradniki o PR w NGOs, 1% itp.), ale media społecznościowe? Nie, w tym się nie specjalizuję. Nie, jednak nie czuję się na siłach.
Przypadek drugi: szkolenie dla liderów z rozmaitych stowarzyszeń na temat animacji kultury. No nie, tutaj zero wątpliwości! Nie mam właściwie żadnych doświadczeń z ostatnich dziesięciu lat. Odmawiam.
I trzeci przypadek: trzeba zrobić szkolenia na temat praw człowieka. Trochę marudzę, choć tu akurat nie jest źle, wszak od wielu lat zajmuję się prawami osób z niepełnosprawnością. Ale czy akurat o to tutaj chodzi? Dowiaduję się więc, że jest podręcznik trenera, mają też innych kilka osób, które wprawdzie nie mają pojęcia o prawach człowieka, ale już przeczytały podręcznik i są gotowe do działania. Ale czy ja chcę uczestniczyć w tak niefachowo realizowanym projekcie? Nie, nie chcę.
Zazwyczaj po wymianie e-maili kontaktujemy się telefonicznie, czasem spotykamy się i rozmawiamy. I co się dzieje, gdy mówię, że nie czuję się wystarczająco mocny merytorycznie? Zwykle jestem traktowany… jak wariat. Słyszę na przykład coś takiego: „no co ty, przecież płacimy za to dobre pieniądze!”, „oj tam, przeczytasz nasz poradnik wieczorkiem do herbatki i już bez problemu zrobisz te warsztaty” albo „nie wygłupiaj się, przecież umiesz szkolić, więc wszystko jedno, o czym to będzie”.
No właśnie nie! Dla mnie nie jest wszystko jedno! Od lat stanowczo walczę z przekonaniem, że szkoleniowiec, trener może „szkolić wszystko, co się rusza” – byle miał charyzmę, umiejętności trenerskie. Bo oprócz nich jest przecież strona merytoryczna poruszanych zagadnień, a dogłębne, fachowe odpowiadanie na pytania uczestników jest wisienką na torcie porządnego szkolenia!
Żeby być sprawiedliwym – przypadłość, o której piszę, nie dotyczy wyłącznie organizacji pozarządowych. To powszechny problem także w instytucjach publicznych, chyba trochę mniej w biznesie. Mechanizm ciągle jest ten sam: trener może szkolić z wszystkiego, więc nie są za bardzo ważne kompetencje merytoryczne, doświadczenia – byle to był ktoś sprawdzony, kto zrobi show, a my mamy problem z głowy. Dlatego widziałem już szkoleniowców prowadzących warsztaty dla sprzedawców, choć sami nigdy w życiu nic nie sprzedali, na temat osób z niepełnosprawnością, choć całe ich doświadczenie polegało tutaj na siedzeniu wczoraj w teatrze obok faceta na wózku, widziałem trenerów szkolących rady rodziców, choć sami nie są jeszcze rodzicami, albo uczących, jak organizować pracę z wolontariuszami w NGO, choć nie mają w tym względzie żadnych doświadczeń, a wiedzę czerpią od wujka Googla…
Mam świadomość, że powyżej opisany stan to norma. Niestety. Zresztą utwierdziłem się w tym przekonaniu ostatnio, gdy kolejny raz usłyszałem od niedoszłego zleceniodawcy, że po raz pierwszy w życiu spotyka się on z odmową poprowadzenia szkolenia ze względu na niewystarczającą znajomość tematyki. Cóż, a może to ja jestem wariatem?
Jednak zachęcam do refleksji nad szkoleniami w naszych organizacjach, nad doborem trenerów, nad fachowością prowadzonych działań. Wpływ na jakość działań instytucji publicznych mamy niewielki (choć szkoda, bo przecież masa pseudofachowych szkoleń odbywa się za nasze – podatników – pieniądze). Ale możemy sprawić, że szkolenia w NGOs będą tylko wysokiej jakości. Tego nam wszystkim, całemu naszemu sektorowi życzę.


hitclub-vn.org Bên cạnh yếu tố công nghệ, HITCLUB còn đầu tư vào chiến lược xây dựng hình ảnh thông qua các đại sứ thương hiệu có sức ảnh hưởng. Việc hợp tác với những nhân vật nổi tiếng trong lĩnh vực thể thao và giải trí giúp cổng game gia tăng độ nhận diện trên thị trường quốc tế.