348980EB-95C6-434A-826C-14AD85EDF60B

O szkoleniach (nie tylko) w NGOs

To nie był pierwszy raz, ale ostatnio zauważyłem większe natężenie propozycji szkoleniowych ze strony rozmaitych NGO. Zwykle wygląda to tak: e-mail od kogoś mniej lub bardziej znanego z jakiejś organizacji. W nim najpierw część motywująca: „od tylu lat robisz świetne szkolenia…”, „jesteś w tym extra…”, „byłem na twoich warsztatach…, były cudowne!” i tym podobne motywatory. A zaraz potem propozycja przeprowadzenia szkolenia, najczęściej w ramach jakiegoś grantu.

Właściwie powinienem być szczęśliwy, że o mnie pamiętają, że dobrze wspominają moje szkolenia, że widzą mnie w swoich projektach (motywacja z początku e-maili działa!), ale… Ale problem w tym, że czasem się do tego nie nadaję, bo na jakiejś tematyce się po prostu nie znam. Ostatnio też tak było.

Przypadek pierwszy: zrobić warsztaty o mediach społecznościowych w organizacji pozarządowej. No dobrze, znam się trochę na promocji III sektora (robiłem projekty i pisałem poradniki o PR w NGOs, 1% itp.), ale media społecznościowe? Nie, w tym się nie specjalizuję. Nie, jednak nie czuję się na siłach.

Przypadek drugi: szkolenie dla liderów z rozmaitych stowarzyszeń na temat animacji kultury. No nie, tutaj zero wątpliwości! Nie mam właściwie żadnych doświadczeń z ostatnich dziesięciu lat. Odmawiam.

I trzeci przypadek: trzeba zrobić szkolenia na temat praw człowieka. Trochę marudzę, choć tu akurat nie jest źle, wszak od wielu lat zajmuję się prawami osób z niepełnosprawnością. Ale czy akurat o to tutaj chodzi? Dowiaduję się więc, że jest podręcznik trenera, mają też innych kilka osób, które wprawdzie nie mają pojęcia o prawach człowieka, ale już przeczytały podręcznik i są gotowe do działania. Ale czy ja chcę uczestniczyć w tak niefachowo realizowanym projekcie? Nie, nie chcę.

Zazwyczaj po wymianie e-maili kontaktujemy się telefonicznie, czasem spotykamy się i rozmawiamy. I co się dzieje, gdy mówię, że nie czuję się wystarczająco mocny merytorycznie? Zwykle jestem traktowany… jak wariat. Słyszę na przykład coś takiego: „no co ty, przecież płacimy za to dobre pieniądze!”, „oj tam, przeczytasz nasz poradnik wieczorkiem do herbatki i już bez problemu zrobisz te warsztaty” albo „nie wygłupiaj się, przecież umiesz szkolić, więc wszystko jedno, o czym to będzie”.

No właśnie nie! Dla mnie nie jest wszystko jedno! Od lat stanowczo walczę z przekonaniem, że szkoleniowiec, trener może „szkolić wszystko, co się rusza” – byle miał charyzmę, umiejętności trenerskie. Bo oprócz nich jest przecież strona merytoryczna poruszanych zagadnień, a dogłębne, fachowe odpowiadanie na pytania uczestników jest wisienką na torcie porządnego szkolenia!

Żeby być sprawiedliwym – przypadłość, o której piszę, nie dotyczy wyłącznie organizacji pozarządowych. To powszechny problem także w instytucjach publicznych, chyba trochę mniej w biznesie. Mechanizm ciągle jest ten sam: trener może szkolić z wszystkiego, więc nie są za bardzo ważne kompetencje merytoryczne, doświadczenia – byle to był ktoś sprawdzony, kto zrobi show, a my mamy problem z głowy. Dlatego widziałem już szkoleniowców prowadzących warsztaty dla sprzedawców, choć sami nigdy w życiu nic nie sprzedali, na temat osób z niepełnosprawnością, choć całe ich doświadczenie polegało tutaj na siedzeniu wczoraj w teatrze obok faceta na wózku, widziałem trenerów szkolących rady rodziców, choć sami nie są jeszcze rodzicami, albo uczących, jak organizować pracę z wolontariuszami w NGO, choć nie mają w tym względzie żadnych doświadczeń, a wiedzę czerpią od wujka Googla…

Mam świadomość, że powyżej opisany stan to norma. Niestety. Zresztą utwierdziłem się w tym przekonaniu ostatnio, gdy kolejny raz usłyszałem od niedoszłego zleceniodawcy, że po raz pierwszy w życiu spotyka się on z odmową poprowadzenia szkolenia ze względu na niewystarczającą znajomość tematyki. Cóż, a może to ja jestem wariatem?

Jednak zachęcam do refleksji nad szkoleniami w naszych organizacjach, nad doborem trenerów, nad fachowością prowadzonych działań. Wpływ na jakość działań instytucji publicznych mamy niewielki (choć szkoda, bo przecież masa pseudofachowych szkoleń odbywa się za nasze – podatników – pieniądze). Ale możemy sprawić, że szkolenia w NGOs będą tylko wysokiej jakości. Tego nam wszystkim, całemu naszemu sektorowi życzę.

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments