mozart

Mozart

Metro. Nowy Świat – Uniwersytet. W miarę pusto. Do wagonu wchodzi dziewczyna ze słuchawkami na uszach. Siada i zaczyna nucić. Cicho, coraz donośniej, a teraz tak, że można już poznać melodię.
– Ładny kawałek – zaczepia mnie starsza pani w brudnoróżowej czapce, gdy dostrzega, że też staram się pochwycić magiczne dźwięki.
– Tak, bo to Mozart – odpowiadam. Słuchamy dalej…
– Oj, przepraszam, jestem głośno? – dziewczyna w okamgnieniu zdejmuje słuchawki, nadpobudliwie plącząc końcówkami palców krnąbrne kabelki.
– Tak, ale nie szkodzi, to jest piękne! Pan mówi, że to Mozart – uspokaja strwożoną sopranistkę starsza pani.
– Pan… – zwraca się do mnie artystka z niedowierzaniem – pan to naprawdę zna?
– Tak, to Et incarnatus est z mszy c–moll – odpowiadam pewnie.
– Ojej, ojej… to ja pana straszliwie przepraszam – niedelikatnie speszona dziewczyna dźwięczy postawionym głosem.
– Ależ nie ma za co, bardzo proszę dalej! – zachęcam.
– Tak, tak – wtóruje mi starsza pani – chcemy posłuchać, póki jeszcze można za darmo…

0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments