makijaz

Makijaż

Bardzo rano. Ciemnica ponoworoczna. Metro, tu jaśniej. Przy wejściu dziewczyna z mlecznobiałym szalikiem w renifery pracuje nad uwydatnieniem lewego oka.
– Przepraszam, czy pani zawsze robi makijaż w metrze? – zaczepia ją młody chłopak, uśmiechając się lirycznie.
– Ech, w domu nie mam nigdy na to czasu – wzdycha ciężko dziewczyna.
– Rozumiem – chłopak uważnie obserwuje wydłużające się z każdą chwilą rzęsy swej rozmówczyni. – Ale i tak ma pani lepiej…
– Dlaczego?
– Bo ja też nie mam rano czasu, ale golić się w tramwaju czy metrze byłoby trudno.
– E tam, maszynką na baterię bez problemu! – przekonuje dziewczyna.
– Nie lubię, no i… mimo wszystko… chyba głupio tak w metrze, prawda?
– Nie, bez przesady. Poza tym dla mnie jest to też ważny test!
– Test?
– Tak, bo widzę, czy już jest dobrze.
– Yyyhh? – na czole chłopaka pojawia się osobliwa konfiguracja zdziwiennych zmarszczek.
– No jak widzę, że się faceci lubieżnie na mnie patrzą, to wiem, że już jest OK – usta, które wypowiedziały te słowa, pokrywają się właśnie obficie amarantową pomadką.
– Oj… – chłopak zaczyna nerwowo drapać się po policzku – to jeszcze troszkę…
– Brzydko wyglądam? – dopytuje dziewczyna z niedowierzaniem, zagryzając zmysłowo wargi.
– Nie, nie, jest pięknie – chłopak wyraźnie się peszy. – To znaczy… chciałem powiedzieć, że jest pięknie, ale ja nie lubieżnie…
– Widzę, że jest OK – wola triumfalnie dziewczyna, dokładając jeszcze jedną warstwę amarantu na dolną wargę.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o