dozyl

Dożył

Rondo Daszyńskiego. Stacja końcowa metra. W wagonie pusto, tylko przy wyjściu starszy pan. Odziany w popielatą kurtkę, z owiniętym wokół szyi shrekowym szalikiem. Siedzi nieruchomo: oczy zamknięte, twarz kamienna.

– Przepraszam, czy coś się stało? – pytam nieśmiało.
– …
– Czy mogę jakoś pomóc? – mówię głośniej.
– Nie, nie, wszystko dobrze – twarz mężczyzny się rozpromienia.
– Zaniepokoiłem się, że coś się panu stało, bo to ostatnia stacja…
– Tak, wiem. Ale ja nie wysiadam. Tak sobie jeżdżę od Daszyńskiego do Trockiej.
– Ale dlaczego? – dopytuję z ciekawości.
– Dla przyjemności. Nie sądziłem, że dożyję czasów, gdy mi metro doprowadzą prawie pod sam dom…

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o