dajsiewybrac

Rodzicu, daj się wybrać!

Dziś, może jutro. Najdalej za kilka-kilkanaście dni. W przedszkolu, szkole Twojego dziecka odbędzie się pierwsze zebranie dla rodziców. Pasjonujące pewnie nie będzie: ogólne informacje organizacyjne (pewnie zastanawiać się będziesz, czy nie wystarczyłoby ich udostępnić przez dziennik elektroniczny), jakieś dokumenty do podpisu, no i to… Wybory rady oddziałowej, czyli – mówiąc normalnym językiem – tzw. trójki klasowej.

Jeśli Twoje dziecko jest w wyższej klasie, to doskonale wiesz, jak to wygląda. Zazwyczaj to łapanka. I pewnie nieraz już wdrażałeś jedną ze znanych strategii uniknięcia wyboru: może oglądałeś z pasją podłogę, sufity albo dekoracje na ścianach albo udawałeś, że wczytujesz się wnikliwie w rozdane właśnie przez nauczyciela dokumenty i nie słyszysz, co dzieje się wokół? A może – to też skuteczna strategia – odgrywałeś rolę chorego, cierpiącego człowieka, wspomagając się nawet rozmaitymi rekwizytami (chusteczki, łykane demonstracyjnie lekarstwa)?

A gdyby tym razem inaczej? A gdyby w tym roku… dać się wybrać? Albo – oj, to już niemal perwersyjne – świadomie, samodzielnie zgłosić się do trójki klasowej? A potem jeszcze reprezentować klasę w radzie rodziców (tej ogólnoszkolnej)?

No dobrze, ale właściwie po co? Przecież – tak kojarzysz z minionych lat – rada rodziców zajmuje się wyłącznie pieniędzmi, czyli najpierw ich zbieraniem, a potem ich wydawaniem. I od lat też doskonale wiadomo, na co te pieniądze pójdą: nagrody dla najlepszych uczniów, dofinansowania do zielonej szkoły dla dzieci z biedniejszych rodzin, jakieś drobne pomoce szkolne czy (jak ostatnio, choć to absurd w dużym kraju w środku Europy, w XXI wieku) papier toaletowy…

Otóż nie! Rada rodziców to nie tylko pieniądze. Może ona dużo więcej, tylko: po pierwsze – musi wiedzieć, że może więcej, po drugie – musi chcieć wykorzystać te swoje kompetencje.

Co więc jeszcze, oprócz tych składek (na marginesie: dobrowolnych), będziesz mógł robić w radzie rodziców? Na przykład uchwalić wraz z radą pedagogiczną program wychowawczo-profilaktyczny (tam jest zapisane, co będą robić z Twoim dzieckiem, więc chyba warto mieć na to wpływ!), wyrazić zgodę (lub nie) na działanie w szkole organizacji pozarządowych (chyba warto wiedzieć, jakie to będą organizacje), współuczestniczyć w wyborze dyrektora szkoły, ocenie nauczycieli, określaniu dodatkowych zajęć, a także występować z wszelkimi wnioskami dotyczącymi ważnych (według rodziców) spraw szkolnych do dyrektora, rady pedagogicznej, ale też władz gminy czy kuratorium oświaty. Widzisz, to naprawdę nie tylko pieniądze?!

Jeśli wciąż zastanawiasz się, zadajesz sobie pytania: czy rodzice rzeczywiście coś mogą? czy warto? czy mi się chce? – to proponuję, abyś spojrzał na to inaczej, zwłaszcza gdy Twoje dziecko jest w pierwszych klasach. Nie pytaj, czy powinieneś być aktywnym  rodzicem – odwrotnie: zapytaj siebie, czy w pełni świadomie chcesz zrezygnować z możliwości wpływania na to, jaka będzie funkcjonowała szkoła Twojego dziecka? Czy naprawdę chcesz odpuścić, bo nie zależy Ci na tym, jaka będzie szkoła, w której Twoja córka albo Twój syn spędzą jeszcze trzy, pięć czy nawet osiem lat? Naprawdę jest Ci obojętny los Twojego dziecka?

Nie wierzę, dlatego apeluję: zgłoś się i DAJ SIĘ WYBRAĆ!

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o